Wspominałam już, że mam chłopaka. Brzmi to jakbym była w gimnazjum, ale dopóki mój ukochany się nie oświadczy nie mogę tego nazwać inaczej. Pisze o tym dlatego, że oboje jesteśmy w wielu aspektach podobni, jednak nasze światopoglądy są skrajnie różne. Można by zapytać co ja robię z osobą z którą się nie zgadzam? Otóż dyskutuje. Ja jestem osobą wierzącą choć nie zawsze mi po drodze z Panem Bogiem, natomiast mój ukochany wątpi w Jego istnienie. Ja w życiu nie zagłosuje za skrajną lewicą, on owszem, bo jak mówi "mają ciekawe pomysły". Swoją drogą ja naiwnie głosuje na konkretnych ludzi, których sprawdzam chociaż pobieżnie, on głosuje na partię która ostatnio bardzo mu się spodobała nie znając jej programu. Dziś próbowałam mu uświadomić, że popierając tą partię popiera terror mniejszości, eutanazję, aborcję i gloryfikację związków nienastawionych na prokreację w obliczu katastrofy demograficznej. Stwierdził, że i tak nie zdołają zmienić konstytucji, która blokuje te "innowacji". Ręce mi opadły na tą argumentację. Może kiedyś mój miły zrozumie błąd w swoim rozumowaniu. Wiem, że on sam nie popiera aborcji czy łatwej eutanazji. Miejmy nadzieję, że szybko przejrzy na oczy.
Przychodzi taki czas w roku, bardzo magiczny czas, kiedy wszyscy stają się lepszą wersją siebie, zmieniają swoje życie natychmiast, podejmują się wyzwań, które wymagają niezwykłej motywacji. Zaczynają oszczędzać pieniądze, jeść zdrowo, ćwiczyć na siłowni, czytać książki, uczyć się języków obcych, przechodzą metamorfozę wizerunkową itp. Trwa to tak mniej więcej od 1 do 20 stycznia... Osobiście bardzo podziwiam, szczególnie tych, którzy nie zakończyli robienia noworocznych postanowień na ich spisaniu, bo jeśli faktycznie chociaż spróbowali przez kilka tygodni coś zrealizować, kupili ten karnet na siłkę i poszli dwa razy, czy wypożyczyli książkę to i tak zrobili więcej niż niektórzy przez całe życie. Pytanie jednak, czy ma sens robienie postanowień na Nowy Rok i wcielanie ich w życie od razu, wszystkie na raz? Do tego mam wątpliwości, czy wypisanie celu, bez wyznaczenia sobie do niego drogi i wyobrażenia co się stanie jak go osiągnę, ma w ogóle sens. Większość z nas to „nowe życie” ...
Komentarze
Prześlij komentarz