Przeglądałam niedawno rady dotyczące zarabiania na pisaniu bloga. Tak z ciekawości czy trzeba się sporo napracować żeby w ogóle próbować w taki sposób zarabiać. I owszem trzeba od początku być nastawionym na taką pracę. Odpowiedni hosting, sprawdzanie ile osób i kto wchodzi na bloga, nawet profil twórcy jest bardzo ważny. Nie to co u mnie ;). Profil ukryty, podpisuję się nickiem z jednej gry. Szablon z darmowej bazy. Czcionka może fikuśna, ale kiepska do dłuższego czytania i nie wszystkie przeglądarki ją widzą. Żadnych tagów, reklam, nawet odnośników. Nikt nie komentuje, nie wiem czy ktokolwiek go wyświetla... I dobrze mi z tym! Piszę tego bloga dla przyjemności. Może to dla mnie forma jakiejś autoterapii. Może kiedyś zacznę pisać coś konkretnego, udostępniać zdjęcia z moich podróży, albo reklamować siebie jako pilota wycieczek. Może będę publikować moje opowiadania, których mam trochę skrzętnie poukrywanych przed światem. Nie wiem... Na razie piszę żeby pisać :)
Wcale nie czuję się lepiej, ale czas uporać się z tym podsumowaniem. Obiecałam drugą cześć i proszę bardzo, oto ona. Pierwszą zakończyłam na naszym ślubie. To był koniec września więc został mi jeszcze cały kwartał do podsumowania. Żeby Wam się lepiej czytało, wrzucam jeszcze jedno zdjęcie ślubne... albo 3;) Po ślubie wróciłam do rzeczywistości już w październiku kiedy dowiedziałam się, że od listopada koniec mojej biurowej przygody i muszę szukać pracy. No cóż... to było do przewidzenia. Zaczęłam więc szukać pracy, ale jakoś tak bez przekonania. Aktualizacja CV niewiele dawała. Słałam gdzie się dało i szczerze mówiąc nic z tego nie wyszło. Tylko kilka firm w ogóle odpisało cokolwiek na moje aplikacje. Jedna nawet zaprosiła mnie do pierwszego etapu rekrutacji. Nie dane mi jednak pracować w Ikea ani w sklepie z zegarkami, inne biura podróży też mnie nie chciały na zimę. No cóż chyba za słabo szukałam. Całą winę ponoszę ja. Tak szukałam tej roboty, żeby jej nie znaleźć, ter...
Komentarze
Prześlij komentarz