Przeglądałam niedawno rady dotyczące zarabiania na pisaniu bloga. Tak z ciekawości czy trzeba się sporo napracować żeby w ogóle próbować w taki sposób zarabiać. I owszem trzeba od początku być nastawionym na taką pracę. Odpowiedni hosting, sprawdzanie ile osób i kto wchodzi na bloga, nawet profil twórcy jest bardzo ważny. Nie to co u mnie ;). Profil ukryty, podpisuję się nickiem z jednej gry. Szablon z darmowej bazy. Czcionka może fikuśna, ale kiepska do dłuższego czytania i nie wszystkie przeglądarki ją widzą. Żadnych tagów, reklam, nawet odnośników. Nikt nie komentuje, nie wiem czy ktokolwiek go wyświetla... I dobrze mi z tym! Piszę tego bloga dla przyjemności. Może to dla mnie forma jakiejś autoterapii. Może kiedyś zacznę pisać coś konkretnego, udostępniać zdjęcia z moich podróży, albo reklamować siebie jako pilota wycieczek. Może będę publikować moje opowiadania, których mam trochę skrzętnie poukrywanych przed światem. Nie wiem... Na razie piszę żeby pisać :)
Tak jakoś mi wychodzi to pisanie raz w tygodniu góra. Postanowiłam się poprawić i pisać trochę częściej, albo chociaż konkretniej. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Zaczęłam pisać tego posta w nocy, nie mogąc spać. (Myślę, że lepiej ten czas spożytkować na pisaniu, niż na bezsensownym tłoczeniu myśli w głowie.) Kontynuowałam w autobusach i kończę (zawinięta w ciepłą kołdrę, z herbatą w ręku) po kilkudziesięciu godzinach od rozpoczęcia. Chciałabym się podzielić z Wami tym co robi przewodnik kiedy jest zimno, mokro i nie ma tak zwanego sezonu* na wycieczki. Nie opowiem tego z perspektywy super przewodnika, który ma kalendarz wypchany już na pół roku z góry. Ani tym bardziej z perspektywy pilota, który w zimie jeździ może trochę rzadziej, ale wciąż ma zlecenia. Ewentualnie autokar zamienia na samolot i pilotuje grupy zwiedzające ciepłe kraje. Opowiem Wam to z perspektywy początkującego przewodnika, który pracuje tylko w sezonie i oprowadza głównie wycieczki szkolne. Czyli większość r...
Komentarze
Prześlij komentarz