Zadziwiające jest ile kreatywnych rzeczy powstaje w głowie znudzonego studenta. To niebywałe jak bardzo ten potencjał jest marnowany na zajęciach. Wielu wykładowców i prowadzących potrafi zainteresować przedmiotem, albo przynajmniej poprowadzić zajęcia tak, żeby nie zanudzić studentów. Niektórzy są bardzo zaangażowani w prowadzenie zajęć. Dużo łatwiej się zmobilizować nawet jeśli są bardzo wymagający. Inni po prostu mają wielką wiedzę, którą potrafią przekazywać z pasją. Można ich słuchać godzinami, a notatki z ich wykładów są wystarczające by zdać egzamin. Niestety są też zajęcia na których nie da się wysiedzieć. Prowadzący, którzy wymagają a sami nie dają z siebie nawet minimum. Tacy prowadzący patrzą z pogardą na studentów. Zniechęcają nas do siebie i do nawet najbardziej fascynujących przedmiotów. Na takich zajęciach rodzą się właśnie takie sówki jak Stefania. Albo głowonogi ;)
Byle do sesji.
Wcale nie czuję się lepiej, ale czas uporać się z tym podsumowaniem. Obiecałam drugą cześć i proszę bardzo, oto ona. Pierwszą zakończyłam na naszym ślubie. To był koniec września więc został mi jeszcze cały kwartał do podsumowania. Żeby Wam się lepiej czytało, wrzucam jeszcze jedno zdjęcie ślubne... albo 3;) Po ślubie wróciłam do rzeczywistości już w październiku kiedy dowiedziałam się, że od listopada koniec mojej biurowej przygody i muszę szukać pracy. No cóż... to było do przewidzenia. Zaczęłam więc szukać pracy, ale jakoś tak bez przekonania. Aktualizacja CV niewiele dawała. Słałam gdzie się dało i szczerze mówiąc nic z tego nie wyszło. Tylko kilka firm w ogóle odpisało cokolwiek na moje aplikacje. Jedna nawet zaprosiła mnie do pierwszego etapu rekrutacji. Nie dane mi jednak pracować w Ikea ani w sklepie z zegarkami, inne biura podróży też mnie nie chciały na zimę. No cóż chyba za słabo szukałam. Całą winę ponoszę ja. Tak szukałam tej roboty, żeby jej nie znaleźć, ter...
Komentarze
Prześlij komentarz