Zadziwiające jest ile kreatywnych rzeczy powstaje w głowie znudzonego studenta. To niebywałe jak bardzo ten potencjał jest marnowany na zajęciach. Wielu wykładowców i prowadzących potrafi zainteresować przedmiotem, albo przynajmniej poprowadzić zajęcia tak, żeby nie zanudzić studentów. Niektórzy są bardzo zaangażowani w prowadzenie zajęć. Dużo łatwiej się zmobilizować nawet jeśli są bardzo wymagający. Inni po prostu mają wielką wiedzę, którą potrafią przekazywać z pasją. Można ich słuchać godzinami, a notatki z ich wykładów są wystarczające by zdać egzamin. Niestety są też zajęcia na których nie da się wysiedzieć. Prowadzący, którzy wymagają a sami nie dają z siebie nawet minimum. Tacy prowadzący patrzą z pogardą na studentów. Zniechęcają nas do siebie i do nawet najbardziej fascynujących przedmiotów. Na takich zajęciach rodzą się właśnie takie sówki jak Stefania. Albo głowonogi ;)
Byle do sesji.
Tak jakoś mi wychodzi to pisanie raz w tygodniu góra. Postanowiłam się poprawić i pisać trochę częściej, albo chociaż konkretniej. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Zaczęłam pisać tego posta w nocy, nie mogąc spać. (Myślę, że lepiej ten czas spożytkować na pisaniu, niż na bezsensownym tłoczeniu myśli w głowie.) Kontynuowałam w autobusach i kończę (zawinięta w ciepłą kołdrę, z herbatą w ręku) po kilkudziesięciu godzinach od rozpoczęcia. Chciałabym się podzielić z Wami tym co robi przewodnik kiedy jest zimno, mokro i nie ma tak zwanego sezonu* na wycieczki. Nie opowiem tego z perspektywy super przewodnika, który ma kalendarz wypchany już na pół roku z góry. Ani tym bardziej z perspektywy pilota, który w zimie jeździ może trochę rzadziej, ale wciąż ma zlecenia. Ewentualnie autokar zamienia na samolot i pilotuje grupy zwiedzające ciepłe kraje. Opowiem Wam to z perspektywy początkującego przewodnika, który pracuje tylko w sezonie i oprowadza głównie wycieczki szkolne. Czyli większość r...
Komentarze
Prześlij komentarz